Zapisz na liście zakupowej
Stwórz nową listę zakupową
Bezpieczne zakupy
Idosell security badge

Rozmowa z projektantem Antonem Heunisem "Diamenty mogą być piękne, ale bywają też nudne."

2022-11-04
Rozmowa z projektantem Antonem Heunisem  "Diamenty mogą być piękne, ale bywają też nudne."

Rzadko pojawia się kolekcja, która zachwyciłaby mnie tak, jak Słodkości. Przepych, eklektyzm i nutka szaleństwa. I jak to często bywa, za najbardziej odjechanymi projektami stoją całkiem spokojni, rzeczowi i konkretni ludzie. Poznajcie Antona Heunisa z Południowej Afryki, którego filozofia brzmi: przede wszystkim dobry projekt.

Rozmawialiśmy o dorastaniu wśród designu, o tworzeniu kolekcji i o życiu jak w Madrycie. Dowiedziałam się też, ile osób pracuje nad powstawaniem biżuterii Antona i jak sprawdza dostawców pod kątem fair trade.

Anton w swoim domu pod Madrytem.

Jak wygląda branża mody i designu w RPA? Podobnie do Europy czy zupełnie inaczej?

To jest bardzo rozwinięta branża, bo w ogóle sztuka w Afryce jest w dużej mierze sztuką użytkową. W Europie wszystko jest bardziej sformalizowane. A tam ludzie sami dekorują swoje domy. I to dość normalne, powszechne. Wszyscy to robią. W Afryce jest więcej biedy, ale ludzie chcą uczynić rzeczywistość wokół siebie piękną. Może i mają mały dom, ale za to pomalowany na wiele kolorów. Tu geometryczne wzory, tam jakieś koraliki. Kobiety robią biżuterię z kości, z kapsli... Dosłownie coś z niczego. Dorastając w RPA, doświadczałem wokół siebie mnóstwo designu, nawet nie wiedząc, że to design.

Domyślam się, że wpłynęło to na twoją wrażliwość.

Nie sądzę, żebym bezpośrednio inspirował się afrykańskim rękodziełem. Nie projektuję typowo afrykańskich rzeczy. Ale z perspektywy widzę, że ten kolorowy świat pełen kreatywności mnie ukształtował. Na pewno daje mi to wolność w kwestii wyboru materiałów. Nie obchodzi mnie, czy to brylanty czy co innego – tworzę z tego, co mi się w danym momencie podoba. Diamenty mogą być piękne, ale bywają też nudne. Ale kawałek starego kamienia czy pięknie wypolerowanego drewna, choć same w sobie niekoniecznie zachwycają, to jeśli użyjesz ich w ciekawy sposób, stają się piękne. Nie wierzę, że coś musi być drogie, żeby było piękne. Ważniejszy jest projekt. Bo to projekt powoduje, że masz coś wyjątkowego, czego nie ma nikt inny.

Co charakteryzuje projekty Antona? Wywołują uśmiech! To kolorowa biżuteria, łącząca inspiracje vintage z nowoczesnością.

Twoja nowa kolekcja mnie absolutnie zachwyciła. Opowiedz mi, co cię inspirowało.

Wyobraziłem sobie, że otwieram starą szkatułkę z biżuterią. Albo taką szufladę... Chyba każdy ma w domu taką szufladę, w której trzyma mnóstwo wszystkiego. I wyobraziłem sobie, jak wyciągam z niej kolejne stare, zapomniane rzeczy. Stara broszka po babci. Wiktoriański szmaragd. Małe serduszko z tęczą – może z jakiegoś festiwalu? Chciałem zmiksować ze sobą te stare rzeczy w zupełnie nowy sposób. Żeby to było eklektyczne, a jednocześnie zabawne, wywołujące uśmiech.

No ja się uśmiechnęłam, zwłaszcza na widok kolczyków z kameami, także dobra robota! Jak wygląda proces powstawania kolekcji?

Zawsze jak mi się coś spodoba, to robię zdjęcie, a jak mi coś przyjdzie do głowy, to szkicuję – więc potem już mam pod ręką bazę inspiracji. Kiedy przychodzi moment projektowania, zaczynam od bawienia się materiałami, kamieniami. Czasami mam w głowie konkretny pomysł, ale w rzeczywistości nie wygląda tak dobrze, jak w wyobraźni, więc idę w zupełnie innym kierunku. Robię mnóstwo takich wstępnych projektów i na końcu trzeba z nich wybrać te najlepsze. To jest w zasadzie najtrudniejszy etap!

Czy stąd się biorą asymetryczne kolczyki? Łączysz dwa różne projekty w parę?

Nie, po prostu lubię, jak są „nie do pary”. Pomiędzy dwoma kolczykami znajduje się zawsze twarz, a przecież nikt nie ma symetrycznej twarzy. Więc czemu kolczyki miałyby być symetryczne? Nie ma żadnej zasady, która mówi, że kolczyki muszą być koniecznie takie same. Kiedy byłem młody, miałem bardzo ekscentryczną nauczycielkę gry na pianinie, która zawsze nosiła jeden, ale bardzo duży kolczyk. Mówiła: „Z jednej strony mam włosy, to z drugiej mogę pokazać biżuterię.” Chyba to we mnie zostało.

Skąd wiedziałeś, że chciałbyś projektować biżuterię?

Sam nie wiem, to zawsze we mnie tkwiło. Moja babcia była bardzo stylową kobietą i miała mnóstwo fantastycznej biżuterii. Jako mały chłopiec bawiłem się jej broszkami. Poza tym, w Południowej Afryce są kopalnie diamentów. Więc kiedy jako student studiów artystycznych postanowiłem zająć się czymś praktycznym, biżuteria wydawała się oczywistym kierunkiem.

Jeśli zawitasz kiedyś do Madrytu, to wpadnij do showroomu Antona. Projektant urządził go podobnie jak swój dom – osobiste przedmioty i pamiątki mieszają się z biżuterią, tworząc wyjątkowy, przyjazny klimat.

Kiedy podróżujesz, jakie muzea najchętniej odwiedzasz?

Hm... Najbardziej lubię oglądać sztukę renesansu i współczesną. Za to nie jestem wielkim fanem muzeów historii naturalnej – nie dlatego, że eksponaty nie są interesujące, po prostu zazwyczaj te muzea nie są zbyt zadbane, a ekspozycje niezbyt ciekawie zaplanowane. Dlatego najchętniej odwiedzam muzea sztuk pięknych. Szczególnie Prado, oczywiście!

Jak to się stało, że na miejsce do życia wybrałeś akurat Madryt?

To proste: miłość. Mój mąż jest Hiszpanem. Przyjechałem tutaj, żeby być z nim.

Przyznam, że w tym roku odwiedziłam Madryt po raz pierwszy. Naprawdę widać, że to miasto zbudowane jako stolica światowego imperium! Robi wrażenie. Inspiruje cię to miasto?

Tak, zdecydowanie. Hiszpania ma wspaniałe tradycje, jeśli chodzi o wzornictwo. Zwróć uwagę, jak bogato zdobione są stroje torreadorów czy suknie flamenco. To szczególna estetyka, inna niż we Włoszech czy we Francji, bo tutaj są też na przykład wpływy muzułmańskie. Widać to na kafelkach, w kościołach. Podoba mi się to. Hiszpania zawsze była wielokulturowa, tę historię widać w ornamentach. Taki miks wielu różnych wpływów.

Czyli podobnie do twoich kolekcji.

Dokładnie tak! Lubię łączyć różne inspiracje. To sprawia, że można stworzyć coś świeżego, innego.

Elegancki dżentelmen o kolorowej, szalonej wyobraźni.

A co byś polecił osobom, które jeszcze nie odwiedziły Madrytu?

Przede wszystkim: wyrzucić ze słownika słowo „dieta”. Tutaj należy zjeść jak najwięcej, spróbować nowych smaków. Oczywiście warto iść do muzeów, do Prado i do Reina Sofia, ale prawdziwa, hiszpańska kultura dzieje się na ulicy. Madryt to niezwykle kreatywne miasto. Wszyscy kochają Barcelonę, ale tutaj też mamy undergroundowych artystów, robiących świetne rzeczy.

Jak zaczynasz dzień?

Cóż, codziennie budzi mnie moja golden retrieverka, bo jest głodna, więc dzień zaczynam od podania śniadania psu. Potem robię sobie kawę. Mieszkamy na wsi pod miastem, lubimy z mężem się rano przespacerować. Po czym wsiadam w samochód i jadę do pracy. Czyli kolejność jest taka: pies, kawa, a potem życie.

A jak się wabi?

Gucci... Bo dostałem ją na urodziny i myślałem, że to będzie torebka Gucci.

Jak się relaksujesz?

Uwielbiam gotować, z czego mój mąż jest bardzo zadowolony. Poza tym maluję, ale nie po to, żeby sprzedawać swoją sztukę. Zarabiam na jednym aspekcie swojej kreatywności, a pozostałe wolę zachować dla siebie.

W domu Antona podobnie jak w showroomie – wystawa złożona z pamiątek, pięknych przedmiotów i inspiracji.

Muszę zapytać też o bardziej przyziemne rzeczy. Ile osób pracuje nad powstaniem biżuterii Anton Heunis?

W tym momencie zatrudniam pięciu rzemieślników. I trzy osoby w administracji. Było nas trochę więcej przed pandemią, ale przez to, że moja biżuteria jest raczej na imprezy czy wesela, niż na spotkania na zoomie, lockdowny bardzo nas dotknęły. Jak w końcu zaczynaliśmy się odkuwać, to przyszła wojna, a niestety mieliśmy dużo klientów w Rosji. Ale dajemy radę, otwieramy się na rynek amerykański. Założyłem firmę w 2004 r. i wciąż działamy, nie jest źle. Jestem optymistą.

Zwracasz uwagę na dostawców półproduktów?

Oczywiście, że tak. Większość kamieni pochodzi z Europy, żeby ograniczyć transport. Wszystko, czego nie wykorzystamy przy tworzeniu jednej kolekcji, zostaje potem użyte przy kolejnej. Dbamy o to, żeby w metalu nie było kadmu ani litu, to jest dla nas ekstremalnie ważne. Ja wszystko sprawdzam osobiście. Czasami jest to trudne, ale zawsze domagam się, żeby dostawcy przedstawili certyfikaty fair trade i tak dalej. Biznes musi być etyczny.

Z Antonem Heunisem rozmawiała Natalia Aleksandra Komarow. Pisarka, artystka i miłośniczka wszystkich rzeczy pięknych. Nosi biżuterię z mocnymi motywami – czaszki, gwoździe, krzyże. Największe marzenie? Żeby świat stał się lepszym miejscem. 

Pokaż więcej wpisów z Listopad 2022

Biżuteria, o której pisałyśmy w artykule

Wiszące kolczyki - liście z cyrkonią, kolorowe. BICHON AU CITRON
ANTON HEUNIS

Wiszące kolczyki - liście z cyrkonią, kolorowe

BICHON AU CITRON
790,00 zł brutto
Wiszące kolczyki - liście z kokardą i cyrkonią. NATILLAS
ANTON HEUNIS

Wiszące kolczyki - liście z kokardą i cyrkonią

NATILLAS
790,00 zł brutto
pixelpixelpixelpixelpixelpixelpixelpixel