ODDAJEMY GŁOS TWÓRCOM: Zaczyna się niewinnie. Od koloru.

Artystyczny bałagan. W nim najlepiej odnajduję własny rytm pracy. Z pozoru to chaos, ale dla mnie każdy szkic, narzędzie czy kamień ma swoje miejsce. Trochę jak w starych lombardzkich pracowniach rzemieślników.
Gdy projektujesz, bliżej Ci do klasztornej ciszy czy gwaru na włoskim straganie?
Zdecydowanie wolę pracować w warunkach klasztornej ciszy. W takiej, w której słychać własne myśli niezakłócane bodźcami otoczenia.

Czasem jedno zdanie, gest czy sposób opowiadania historii potrafi uruchomić wyobraźnię bardziej niż planowana podróż czy wystawa.
Co przychodzi pierwsze — kolor czy zarys formy? Czy to wynik nagłego olśnienia? Czy raczej pomysł, który potrzebuje czasu, by dojrzeć?
Najpierw pojawia się zarys formy. Zwykle w postaci nagłego olśnienia — jak krótka iskra, która od razu podpowiada kierunek. Dopiero później przychodzi czas na kolor i dopracowanie detali.

Każdy etap tworzenia ma w sobie coś z odbywania podróży w nieznane, z odkrywania nowych lądów wyobraźni i możliwości. Jednak to moment, kiedy kobieta w mojej biżuterii patrzy na siebie w lustrze jest najbardziej ekscytujący. I zarazem weryfikujący. Wtedy projekt przestaje być tylko szkicem na papierze. Zaczyna naprawdę żyć. Nabiera sensu. Staje się częścią czyjejś osobowości, gestu, stylu.
Dla jakiej kobiety tworzysz? Czy Lagriffe ma swoją muzę?
Moją muzą jest moja żona, Anna. Znam jej styl, temperament i sposób, w jaki nosi biżuterię. Często to właśnie myśl o niej prowadzi mnie przez kolejne etapy projektu.

Wszystko zaczyna się od chwili inspiracji i próby wyobrażenia sobie tego, co chciałbym zobaczyć i co sprawi mi przyjemność. Kolory przychodzą intuicyjnie. W tej kolekcji naturalnie pojawiła się pistacjowa zieleń — świeża, lekka, bardzo włoska w swojej energii.
Jakie kolory dominują w Twojej garderobie?
Niebieski. Lubię jego różne odcienie — od głębokiego granatu po błękitne tony. To kolor spokojny, ale jednocześnie bardzo elegancki i uniwersalny.

Espresso przy barze. Krótkie, intensywne, bez zbędnych ceremonii. Dokładnie tak jak piją kawę typowi Włosi.
Truskawki czy pomarańcze? A może pistacje – skoro już mowa o tym kolorze?
Truskawki. Najlepiej te jedzone w pełnym słońcu, gdzieś nad morzem.

Sport dla równowagi czy sztuka dla oddechu? Gdzie szukasz wytchnienia i natchnienia?
Najbardziej relaksuje mnie sport. Przez lata trenowałem kolarstwo na poziomie wyczynowym. Ukończyłem nawet Ironmana. Ruch i długie kilometry na rowerze oczyszczają głowę i… robią miejsce na kolejne pomysły.
Domowe wieczory czy stolik w ukrytej trattorii?
Domowe wieczory. Cisza, dobre jedzenie i rozmowa przy stole — to dla mnie prawdziwy luksus.

Do Riccione na południe od Rimini. To moje ulubione miejsce. Lato ma tam wyjątkową energię. Morze, słońce i atmosfera, która sprawia, że wszystko wydaje się prostsze i bardziej beztroskie.
Zapach, który kojarzy Ci się z dzieciństwem?
Bardziej pamiętam obrazy niż zapachy. Mam raczej słaby węch, dlatego wspomnienia z dzieciństwa częściej wracają do mnie w postaci scen niż aromatów. Szczególnie jedna utkwiła mi w głowie. Stół pełen elementów biżuterii kostiumowej w pracowni taty. Zacząłem je łączyć. Potem jeden z jego pracowników wykonał moje pierwsze modele. Tak odkryłem swoje przeznaczenie. Miałem wtedy 11 lat.

Równowaga. Między chaosem a dyscypliną. Jedno bez drugiego nie działa. Pomysły często pojawiają się spontanicznie i bardzo intensywnie, ale dopiero dzięki ustalonemu porządkowi rzeczy mogą zamienić się w gotowy projekt.
Wróćmy jeszcze do najnowszej kolekcji… Co powiedziałbyś Polkom, które do tej pory wybierały klasykę? Czy odważny kolor to początek większej zmiany?
Zdecydowanie tak. Odważne kolory mają tę siłę oddziaływania, że potrafią zmienić nie tylko nasz wygląd, ale też sposób, w jaki czujemy się ze sobą. Czasem wystarczy jeden wyrazisty, nieoczywisty akcent, żeby spojrzeć na siebie z nowej strony i odkryć zupełnie inną energię.

Rozmawiał Tomek Kiedyng, redaktor bloga. Sekunduje kobiecej charyzmie. Wierzy w dobrze opowiedziane detale. Sam zaczytuje się w prozie i reportażach Mariusza Szczygła. Dla równowagi kocha piłkę nożną.
Zainspirowana? Zobacz kolekcję Lagriffe tutaj
