ODDAJEMY GŁOS TWÓRCOM: Wychowana wśród muszli.




Poza projektowaniem kocha podróże i taniec. W obu odnajduje to samo co w biżuterii – ruch, lekkość i wolność. Bo limitowane kolekcje Sesto Continente nie są jedynie ozdobami. Są zapisem życia spędzonego blisko morza i zachwytu nad jego najpiękniejszymi skarbami.
Miałem okazję przekonać się, że z równą swobodą – co z muszlami i rozgwiazdami - rozmawia z ludźmi. Oto co mi powiedziała...
Morze nigdy nie było dla mnie tylko wielką wodą czy domem wiatrów. To członek rodziny. To ta stała, cicha obecność, która zna wszystkie Twoje sekrety, pociesza Cię w chwilach smutku i świętuje Twoją radość rytmem swoich fal i szumem muszli.

Co im mówisz, a co one Tobie, kiedy przykładasz je do ucha?
Szeptem wyjawiam im moje najwspanialsze marzenia i tajemnice. A kiedy przykładam je do ucha… Hmmm... One z pewnością Cię nie oceniają. Dają Ci tylko i aż echo morza.
Co jest trudniejsze: znaleźć idealną muszlę czy idealnego faceta?
Idealnego faceta. Bez dwóch zdań. Muszle co do jednej są wyjątkowe, z niepowtarzalnymi detalami. Natura nie popełnia błędów.A jakbyś go już znalazła, podałabyś mu śniadanie do łóżka?
Naturalnie. Ale tylko w leniwą niedzielę, z szumem morza w tle… I gdy obieca, że nie nabałagani okruchami.
A jakie włoskie danie ugotowałabyś na kolację przy świecach?
Scialatielli ai Frutti di Mare. Smakuje jak Morze Śródziemne. Wytwornie wygląda. I przynosi cząstkę mojej największej miłości prosto na stół.
Espresso czy Aperol Spritz?
Espresso, by rano obudzić duszę. Aperol Spritz, by świętować zachód słońca. Po co wybierać, skoro można mieć jedno i drugie w ciągu jednego idealnego włoskiego dnia.Szpilki czy bose stopy?
Wysokie obcasy dla świata, bose stopy dla duszy. Nic nie daje takiego poczucia wolności, jak ślady stóp zostawiane na rozgrzanym słońcem piasku.
Zachód słońca na Capri czy w Positano? A może ten z dalszych podróży?
Zachód słońca na Capri, z widokiem na skały Faraglioni, ma w sobie magię, którą trudno znaleźć gdziekolwiek indziej na świecie. Czas jakby zatrzymuje się tylko dla Ciebie.
Poza morzem i podróżami kochasz taniec. Jakie rytmy wyciągają Cię na parkiet?
Każdy rytm, który ma bicie serca! Uwielbiam zmysłowość latynoskich rytmów takich jak salsa i bachata. Ale dobra ponadczasowa włoska melodia lub energiczny popowy utwór też porywają mnie do tańca.
Studiowałaś w Neapolu. Gdzie zabrałabyś mnie po tym, jakbym odwiedził wszystkie miejsca kultu Diego Maradony?
Hahaha! Faktycznie Maradona to niekwestionowany symbol Neapolu. Nie uwierzysz, ale miałam okazję spotkać go na pewnym przyjęciu. Było to już po zakończeniu przez niego kariery. Okazał się bardzo szarmancki. Pocałował mnie nawet w rękę.
Chcesz przez to powiedzieć, że dotknęła Cię „ręka boga”? (popularne określenie uznanego, choć strzelonego ręką, gola Maradony w meczu z Anglią na MŚ’86 w Meksyku)Jakby na to nie patrzeć, tak właśnie było… Może dlatego mam takie zdolności plastyczne (śmiech)…. Nie, to zdecydowanie po dziadku Elvido…

Wrócmy w takim razie na ziemię... To gdzie byśmy po niej poszli?
Zabrałabym Cię na spacer w dół Calata del Petraio. To zejście starożytnymi schodami, które łączą dzielnice Vomero i Chiaia. Z dala od utartych szlaków turystycznych. Przepełnione magiczną energią. Z zapierającym dech w piersiach widokiem na zatokę. Tam człowiek zanurza się w niemal nierealnej ciszy, mąconej jedynie odległymi odgłosami miasta.
Zaprowadziłabym Cię też do Szpitala Lalek na Spaccanapoli, gdzie od ponad 100 lat odnawia się lalki, kukiełki, pluszaki i zabawki w stylu retro. Tamtejsi konserwatorzy noszą fartuchy jak prawdziwi lekarze, a zabawki mają swoje własne łóżeczka, w których przechodzą „leczenie”.
Rzecz jasna nie obyłoby się bez przystanku w L'Antica Pizzeria da Michele. W miejscu, gdzie margherita osiągnęła status legendy. Dodatkową sławę przyniósł mu film „Jedz, módl się, kochaj”. Ale neapolitańczycy wiedzieli o tym adresie na długo przed Julią Roberts.

Porozmawiajmy na koniec o biżuterii... Gdyby Twoje życie było naszyjnikiem, jakie pięć elementów musiałoby się na nim znaleźć?
Wyjątkowa muszla, ziarenko piasku z odległej plaży, tańcząca sylwetka, odrobina śródziemnomorskiego złota i wielkie jasne światło symbolizujące rodzinę oraz miłość.
Co chciałabyś, żeby czuły kobiety, zakładając Twoje kolekcje?
Aby czuły się połączone z naturą, pełne blasku i wolne. Tak jakby nosiły ze sobą cząstkę dzikiego piękna i siły morza, dokądkolwiek się udadzą.

Morza inspiracji do definiowania siebie przez biżuetrię artystyczną życzy Tomek Kiedyng, redaktor bloga. Sekunduje kobiecej charyzmie. Wierzy w dobrze opowiedziane detale. Sam zaczytuje się w prozie i reportażach Mariusza Szczygła. Dla równowagi kocha piłkę nożną.
Na pewno znajdziesz je tutaj
